Delikatny stukot wydawał się nie być nawet bezpośrednio obok - jakby dochodził do niego nie tylko z zewnątrz, ale gdzieś z innej czasoprzestrzeni, jakimś niezrozumiałym sposobem docierając do jego uszu. Usłyszał głos, który przebił się odrobinę bardziej...
Ponowne pukanie.
Otworzył zaspany wzrok, rozglądając się po pomieszczeniu, które powoli zmieniało swoje wnętrze nie koniecznie na pustsze, ale na pewno na... inne. Mniej ziół, mniej składników, ale więcej szafek i koszów, w których znajdywało się jeszcze więcej elementów mających ułatwić przechowywanie tego, co miało zostać przeniesione.
Jego spojrzenie jednak padło na ostygły napar znajdujący się na stoliku przy nim, a po tym na drzwi, kiedy usłyszał kolejny raz pukanie - tym razem już będąc pewnym, że pochodziło ze świata realnego.
- Prze... przepraszam, proszę wejść! - zawołał, odsuwając dość sporych rozmiarów szafeczkę, na której przysnął, a którą powoli wykańczał, aby była podręczną apteczką niemalże. Każdy ze składników posiadał swoje miejsce, odpowiednią przegrodę i szufladkę, a w nich również znajdywały się pojemniki, które wciąż nie były tak szczelne jak Fukurō by sobie tego życzył. Jego umiejętności wciąż wymagały pracy, wciąż nie był zadowolony z tego co wychodziło spod jego dłoni. Jednocześnie czuł, że nowe zajęcie mogło pozwolić mu w przyszłości na lepszą pomoc na rzecz korpusu. Pomysły pojawiały mu się w głowie z każdym dniem, ale jego wiedza wciąż była uboga z zakresu konstrukcji. Powoli uczył się pracy z drewnem, czasem łączenia różnych elementów, ale czuł się wciąż wybrakowany. Może przez fakt jak długo zajmował się wyłącznie roślinami? Porzucając myśl o tym, że kiedykolwiek mógłby opanować oddech, zapomniał o tym jak to było zaczynać... treningi w końcu na początku również były dla niego wymagające. A teraz obolałe i wysuszone dłonie, był to zupełnie inne zmęczenie i czasem ból, którego doświadczał w przeszłości. Czasem trudno było mu szlifować kawałek drewna, czując że dłonie miały mu odpaść... nawet jeśli przecież miał siłę w rękach.
Dwóch Ne, których weszło, przyszło po składniki, które mieli z czasem zacząć przenosić. Dlatego wszystko powoli było pakowane, podobnie do ogrodów, choć brzmiało to niemalże absurdalnie. Okresy zimowe były doskonałe do przesadzenia jednych roślin, kiedy inne łatwiej było przenieść i zasadzić dopiero kiedy miało się ocieplić. Z trzeciej strony, nie wszystkie rośliny rzeczywiście były warte, aby móc je transportować nie wiadomo gdzie. Wyhodowanie niektórych w końcu nie zajmowało aż tak wiele czasu.
Dziwnie się czuł, kiedy zapachy powoli znikały z jego domu, zastępowane przez te nowe. Drewno i tkaniny miały swój specyficzny zapach, swoje właściwości. Choć szycie nie szło mu najlepiej na początku, zauważył że była to tylko kwestia wprawy - naprawa rozerwanych kawałków nie była wcale aż tak trudna jak z początku mu się wydawała, a odpowiedni materiał mógł zapewnić trwałość środków, z których korzystał. Ale i był ważną częścią konstruowania bomb. Dostrzegł, że szycie mogło wpływać na to, w jaki sposób przygotowany dym się rozchodził - kierunkowo lub natychmiastowo na dany obszar. Traktował swoje nowe zajęcie nie inaczej niż samo zielarstwo, skupiając się na tych drobnych elementach i różnicach.
Zapach, ale i widok przypominały mu o spotkaniu z demonem. Zadbane, nie dopuszczane do promieni słonecznych pióro, wciąż było ukrywane u jego boku, choć czuł coraz większą presję, aby... podjąć się czegoś? Działania? Ruchu? Wiadomość, której nie przekazał mogła z czasem przynieść konsekwencje, choć nie był pewny czy bał się samej walki, czy rzeczywiście ponownego spotkania, które mogłoby się znów zmienić w rozmowę. Bał się również posądzenia o współpracę z demonami. Bał się... zrobić cokolwiek.
Choć z czasem, testował i przyglądał się coraz bardziej piórze, szczególnie przy użytkowaniu swoich środków. Te z wisterii doskonale reagowały, ale próbował się znaleźć stężenia substancji, które równie skutecznie choć odrobinę szkodziły piórze. Chciał wiedzieć, co w wisterii sprawia, że była tak trująca dla demonów - chciał to wykorzystać, chciał wiedzieć na czym powinien skupić się we własnych środkach, aby były w przyszłości bardziej skuteczne.
Choć zmęczenie dawało mu się we znaki przez podejmowanie się nowego zajęcia, nie podejrzewałby siebie o podobną nieostrożność, kiedy jednego dnia nie znalazł pióra w domu, kiedy wrócił z ogrodów. Podejrzewał, że to słońce mogło się do niego dostać, jeśli nieostrożnie pozostawił je na stole w domu, przy którym zwykł pracować. Postanowił wierzyć w taką wersję wydarzeń, nie wiedząc czy inna mogłaby być prawdopodobna. Czy właścicielka pióra mogłaby je znaleźć? Przyjść do samej Yonezawy, zakraść się w środku dnia i odebrać swoją własność? A może to niespodziewany gość w jego domu rozgościł się, zabierając to co nie było jego, a co było pozostawione na widoku?
Jego uczucia były mieszane co do sytuacji, choć jednocześnie miał poczucie, że może w ten sposób było lepiej? Bezpieczniej..?
Starał się wtedy kontynuować wykonywanie zleceń, choć powoli przez brak czasu, coraz silniej zaczął prowadzić selekcję tego, czym mógł się zająć, a co musiał oddelegować. Choć odmowy wciąż przychodziły mu z trudem, tym bardziej te, przy których miał do czynienia osobiście z potrzebującym.
Pomagał w Yonezawie, ale również i w nowym miejscu, do którego był prowadzony, nie zadając nigdy pytań, ani nie opowiadając o nim zabójcom, których znał. Brak rozmowy na jakiś temat przychodził mu w końcu z łatwością. Łatwo przecież przychodziło mu nie rozmawianie, szczególnie przy ilości pracy, jaką posiadał.
Przesadzanie roślin i odpowiednia aranżacja ogrodów miały w końcu pomóc w pracy, na którą wykonywał wraz z innymi NE, nawet jeśli przez ostatni rok brakowało mu rzeczywistego grzebania w glebie, kiedy skupiał się na rozwoju innych umiejętności. Dopiero nad Tsurugi widział jak bardzo jego skupienie się opłaciło, kiedy w nowym warsztacie dostrzegał szafki, w których nie tylko środki były przetransportowane, ale i mogły być przechowywane. Pomógł przy ich stworzeniu, widział te szufladki, które różniły się kolorami, gdy dobierał odpowiednie drewno do składnika, które to miało przechowywać. W końcu drewno również posiadało swoje właściwości - tak jak liście i owoce drzewa, tak jak jego korzenie. Wszystko się ze sobą łączyło.
Zmęczenie uderzyło go jeszcze bardziej, kiedy czuł że nowa baza rzeczywiście była gotowa na przyjęcie zabójców, ale i pozostałych członków korpusu. Pomagając przy podstawowych pracach, z którymi nie miał tak wiele wspólnego jeszcze kilkanaście miesięcy temu, było dla niego wykańczające, nawet jeśli satysfakcjonujące. Nie uznawał się za autorytet w fachu, który wykonywał przez tyle lat, i w którym trudno było odmówić mu umiejętności, a jednak jego krytyka do własnej wiedzy była chorobliwa. Był jeszcze bardziej przerażony, kiedy widział w wiosce elementy, przy których budowie pomagał. Jego paranoje dotyczyły najmniejszych rzeczy. Czy na pewno odpowiednio pomógł oprawić drewno, które było użyte w jednym z okien? Czy to co szlifował nie posiadało niedoskonałości, czy nadawało się do użytkowania? Czy składniki na lekarstwa były na pewno odpowiednio przechowywane? Czy pozostawił w samym warsztacie wszystko jak należało? Czy nie popełnił błędu, podczas przesadzania niektórych roślin?
Możliwe, że z czasem niektórzy już przyzwyczaili się do widoku jak w środku nocy znerwicowany Fukurō grzebał w ziemi w ogrodzie, chcąc upewnić się, że z roślinami wszystko było w porządku. Że specyfiki były bezpieczne...
dialog #7d9360
Nie możesz odpowiadać w tematach