Cienka nić owinęła kolejny pęczek zebranych ziół. Nie potrzebował spoglądać do wytycznych w notatkach sporządzonych przez swojego mistrza, powtarzając je cały czas w głowie, nie tyle przed obawą na popełnienie błędu - a dla pilnowaniu własnych poczynań i walczenia z przyzwyczajeniami, których nauczył się na własną rękę przez lata spędzone poza korpusem.
Kolejne rośliny miały albo zawisnąć na beli, a niektóre zostać wyłożone na bambusowej tacy do wysuszenia. Musieli korzystać ze słońca i temperatury, aby przygotować zapasy. Suszone rośliny mogły przetrwać długie nieurodzaje, ale i łatwiej było je transportować. Zachowywały również potrzebne wartości, na których zależało im wszystkim podczas przygotowywania mieszanek, maści, olejów.
Skierował na moment wzrok na kilka zamówień, które dopiero miały zostać odebrane. Był momentami niecierpliwy, chcąc przecież być bardziej użytecznym - a może polać kojący balsam na własne zranione ego, które wciąż go szczypało i piekło? W końcu nie spędził na treningu tyle czasu, żeby nie być w stanie...
Zmarszczył brwi, upominając się krótko w myślach. Tracił koncentracje, przez co przestał przyglądać się roślinom, które zakazywał w niewielkie pęki - przestał przebierać ich stan i wygląd, niektóre musząc skierować na odpad, czy na nawóz. Starał się dobierać tylko te najlepszej jakości - bez uszczerbków na powierzchni, bez ciemniejszych plamek. Zależało w końcu im wszystkim na jakości, aby wszystko było skuteczne - a im doskonalsze zbiory, im większa zawartości odpowiednich składników zostanie zakonserwowana, tym skuteczniejsze mieszkanki. A to było istotne, szczególnie przy tym dla kogo i przeciwko komu wszystko co wytwarzali, miało być stosowane.
Przesunął palcami po jednej z łodyg pachnotki, na której czerwone liście miały w przyszłości nie tylko służyć za barwniki, ale i do niektórych trucizn czy olejów. Wciąż potrzebował nauczyć się wiele na temat ich właściwości, jak dokładnie wydobyć i wzmocnić właściwe działanie roślin, osiągnąć zamierzony efekt. Dotychczas zawsze kierował się intuicją - i o ile ta była chwalona, była tak samo ganiona. Nie powinien zgadywać, ufać w pełni swojej intuicji - nie, kiedy nie potrafił podeprzeć jej faktami i pewnością, rzeczywistą wiedzą. Potrzebował się zastanowić, upewnić w tym co było, a co nie było słuszne. Nie mógł działać tylko intuicją bez doświadczenia i teorii.
Kolejny supeł na pęku i powoli się podniósł, wyczuwając spomiędzy wszystkich mieszanek ziół, grzybów i owoców, inny zapach. Nie niepokojący, nie bardzo natarczywy. Łagodniejszy, przywodzący na myśl lotusy, ale i rośliny bagienne. Wilgotny i mokry, nie taki którego oczekiwał w tej chwili pracując nad ususzeniem roślin. Może dlatego zwrócił na niego uwagę?
Podniósł się z klęczek, od stolika i koszy, które znajdywały się na zewnątrz, a przy których pracował. Wszedł na chwilę do środka pomieszczenia, sięgając po notes, ale i przygotowane pakunki. Nie potrzebowały opisu, czuł ich zapach - czuł jak w jednym z nich znajduje się proch, ciężki i duszący zapach zwracał na siebie uwagę nawet przy tak ogromnej ilości innych, świeższych woni. Kolejny był mieszanką kilku maści, przypuszczalnie na stłuczenia i poparzenia, wnioskując po przebijających się nutach. Trzeci pakunek był najbardziej znajomy - bez zawahania był w stanie powiedzieć, że była to glicynia, a po dźwięku powoli przelewającego się płynu, dookreślić że chodziło o olej. Kolejny pakunek, tym razem lżejszy i bardziej aromatyczny - prawdopodobnie napar. Zwykły dla przyjemności? Energetyzujący? Trudno było mu określić po samym zapachu dokładne właściwości mieszanki... A może brakowało mu raczej wiedzy na temat samych roślin użytych w mieszance?
Wyszedł jednak przed dom ponownie, przysiadając na nowo przy stoliku, układając na wolnej przestrzeni blatu pakunki, które przygotował dla niego mistrz, aby przekazał odpowiednim osobom, mającym zgłosić się po nie na dniach.
Czuł zbliżający się zapach, podnosząc w końcu wzrok i witając pojawiającą się sylwetkę przyjaznym uśmiechem, choć jego blizny na twarzy poruszyły się w niezbyt przyjemny sposób.
dialog #7d9360
Swoje zamówienie u zielarza złożył jeszcze przed wyruszeniem na poprzednie zlecenie. O właściwościach i sile wisterii miał okazję słyszeć od innych zabójców, ale sam do tej pory korzystał z niej głównie w formie perfum, maskując zapach swojej krwi. Za to olejowi podarowanemu od starszego rangą zabójcy prawdopodobnie zawdzięcza, że jego rany skończyły się na przedramionach. Brakowało mu siły, a glicynia pokazywała, że nie musiało to skreślać go jako wojownika. Sam fakt, że natura wręczała im broń do walki z demonami fascynował go.
W końcu dotarł do budynku zielarza i w myślach dziękował losowi, że nie obdarzył go czułym węchem. W tym miejscu trwała pewnie ciągła walka zapachów. Nie kojarzył chłopaka siedzącego przed budynkiem, ale nie dziwił się. Yonezawa była spora, a tereny zielarzy nie pokrywały się z placem treningowym czy siedzibą wodników.
— Ohayo — zawołał i starał się nie skupiać wzroku na ustach chłopaka — Jestem Kirei, miałem odebrać olej... — przyjść, odebrać i podziękować. Proste, szybkie i skuteczne załatwienie sprawy. Z drugiej strony, dokąd się śpieszył? — To chyba to — wyciągnął dłoń i wskazał palcem na paczkę która wielkością przypominała pojemnik, z którego ostatnio korzystał. Ruch ten odchylił fragment szaty odsłaniając fragment bandaży.
- Propaganda Demonów:
Autor: Suiren
Pochylił się przed nim na powitanie, nie odczuwając.
- Fukurō - przedstawił się krótko. Przez myśl przeszło pytanie o jego pochodzenie - zwykły chłop? Z której wioski? Mógł rozpocząć z nim rozmowę, wiedział że dla niektórych to był pretekst do wymienienia się uprzejmościami, ale on sam unikał rozmów, czując że często bardziej odstawał od innych. A może to przyzwyczajenie? Nie narzucał się swoimi słowami, kiedy nie potrzebował. I łatwo rezygnował z prób konwersacji, tym bardziej tych zbędnych tak jak teraz. Jego dłonie intuicyjnie skierowały się w kierunku pakunku, w którym znajdywały się maści na stłuczenia, będąc niemalże pewnym, że młody zabójca po to się znalazł na miejscu - ale jego słowa na moment go wytrąciły z sytuacji. Zawahał się, kierując dłonie w stronę pakunku z wisterią, przesuwając wzrok na Kireia.
- Glicynia? - wyrwało się z jego ust łagodne zapytanie, wyraźnie niepewne, jakby scenariusz przebiegu spotkania zupełnie zboczył na inny tor niż się spodziewał. Nawet przez moment nie zorientował się z faktu jak brzmiał w tej chwili - z zawieszonym pytanie i niepewnością, jakby wydawał dziwnego rodzaju osąd, jakby chciał oskarżyć o kłamstwo, zupełnie nie będąc pewnym...
Rozumiejąc fakt dopiero po dłuższej chwili, że wpatrywał się zaskoczonym spojrzeniem w zabójcę, odchrząknął nerwowo, podnosząc w końcu pakunek i zwracając się w stronę przecież wciąż nieznajomego. Nie powinien się dziwić, nie powinien pytać.
Podając przedmiot, znów się skłonił.
- Wybacz, zaskoczyło mnie to zamówienie. Nie musisz się z niego tłumaczyć, nie powinienem pytać. Byłem pewny, że jesteś tutaj po maści na stłuczenia - wyjaśnił największą ilością słów, jakie opuściły jego usta prawdopodobnie od początku dnia, jeśli nie od początku tygodnia. A jednak orientował się, że te znów mogły być odebrane inaczej niż by chciał, jakby podważał umiejętności czy kompetencje zabójcy - cholera, kogoś kto przecież potrafił więcej od niego samego, kogoś kto potrafił opanować po treningu to, czego on sam nie był w stanie, kogoś kto...
- Przepraszam, wyczułem mieszkankę ziołową, i opatrunek, to stąd moje założenie. Nie miałem nic złego na myśli - dodał znów, czując jak jego gardło zaczynało się zaciskać z nerwów. Powinien przestać się odzywać, powinien przestać mówić. Zawsze wszystko tylko pogarszał.
dialog #7d9360
— Wi-ste-ria — Kirei powiedział to jak rasowy turysta - mówiąc głośniej i wolniej to samo — Takie fioletowe rośliny, robiące brzydkie rzeczy demonom. — dodał jeszcze weselszym tonem, co by się chłopak na niego nie obraził. Różnie w końcu reagują specjaliści gdy jakiś amator wypowiada się na temat ich zawodu. Sam by raczej nie pałał sympatią do kogoś, kto mówi mu jak używać formy wody, choć sam z wodą miał kontakt tylko w kąpieli. W każdym razie po krótkim zamieszaniu odebrał od Fukuro paczkę ważąc w dłoni jej ciężar. Porcja powinna wystarczyć na najbliższą wyprawę w nieznane. Ale teraz sam poczuł się źle z tym, że wprawił chłopaka w widocznie niezręczną dla niego sytuację.
— Przecież nic się nie stało — zapewnił go spokojnym głosem — A co do stłuczeń to myślę, że więcej maści niż medyk mi w te bandaże wsmarował to się już nie da. — dodał odsuwając rękaw wyżej, odsłaniając bandaże bardziej. Zapach różnych ziół których nie potrafił wymienić rozszedł się w powietrzu
— Ale dziękuję za troskę — uśmiechnął się chowając olej do kieszeni ukrytej z boku szaty.
— Może i demony chcą mnie dorwać nieco bardziej niż innych, ale pewnie w wiosce znajdzie się jeszcze kilku połamańców którym przyda się taka maść. — rzucił jeszcze powoli, zastanawiając się czy jest to ten moment w kiedy wymiana między nimi została dokonana, a on może udać się w swoją stronę. — Albo to jakiś medyk potrzebuje uzupełnić zapasy tylko jeszcze nie przyszedł... — dodał gasnącym głosem. Po co tak właściwie dalej szukał uzasadnienia dla pomyłki Fukuro? W sumie sam nie był do końca pewien, dlaczego to robi. Może żal mu było zmieszanego chłopaka, może sam na jego miejscu czułby się niezręcznie? Albo po prostu chciał jeszcze chwilę porozmawiać z kimś, tak po prostu.
- Propaganda Demonów:
Autor: Suiren
- Tak, pnącza wisterii... Może też zrobić brzydkie rzeczy ludziom, choć rzeczywiście właściwości, które przejawia w stosunku do demonów są zastanawiające. W dobrym sensie, znaczy się... znaczy, dla nich w złym, ale dla nas są to jak najbardziej warte pochylenia się efekty. Nie jestem pewny czy jakakolwiek inna roślina w taki sposób wpływa na demony, gdzie naturalnie na ludzi... To nic dziwnego. Znaczy, to co leczy to potrafi i zabić, ale to zastanawiające, dlaczego akurat glicynia tak działa, a nie... - urwał, kiedy w jego myślach pojawiło się podejrzenie, że może to nie sama wisteria, a może coś jeszcze innego powodowało takie efekty? Chociaż nie, o ile wierzył, że odpowiednie mieszkanki pomagały wzmocnić działania roślin w nich zawartych, to nie był pewny czy tak to się rzeczywiście trzymało w kwestii również pnączy. To, w jaki sposób przerabiano wisterię i wszystkie sekrety jej kwiatów stanowiły nadal zagadkę, ale nie taką, do której przecież z czasem nie mógł zyskać dostępu... - A nie coś innego... Inne rośliny, toksyny się. Znaczy, nie do końca chyba wiadomo, co w tej roślinie tak działa... Ah, przepraszam, zamyśliłem się. Znaczy, na głos... - powiedział, coraz bardziej zmieszany, kiedy słowa tak swobodnie zaczynały opuszczać jego usta nie dlatego, że miał coś do przekazania - a dlatego, że zaczął zastanawiać się na głos. Czuł się zażenowany za każdym razem, kiedy to się zdarzało, będąc przekonanym, że nie tylko się narzuca, ale i zanudza swojego rozmówcę.
Poczuł silniejszy zapach opatrunku - i możliwe, że to właśnie bardziej go przywróciło na ziemię, słysząc kolejne słowa młodego zabójcy. Spojrzał na niego jeszcze wahającym się, wciąż jakby nieobecnym spojrzeniem, kiedy jego myśli dopiero wracały na ziemię z wędrówki po wyimaginowanych ogrodach w próbie przypomnienia sobie warunków, w których kwitły wisterie.
- Chcą? - zapytał zaskoczony, jakby to było najważniejszą częścią jego wypowiedzi. To było powodem? Tak, gdyby nie to, rzeczywiście nie mógłby w stanie wpaść na inny. Wystarczył zapach glicyni, aby demony trzymały się z daleka, ale jak dużo? Na jak długo starczał?
A może lepiej utrzymywał się materiałach niż na skórze? Może...
- Używasz jej do odstraszania od siebie demonów podczas podróży czy do samej walki z nimi? To olej... Perfumy pachną w inny sposób nieco, i wydają inny dźwięk, kiedy się przelewają. Inaczej... Inaczej ciężki jest flakonik perfum, a buteleczka oleju do podróży, nawet jeśli zostanie użyte to samo szkło, tak nie będzie to tak samo ciężkie. Właściwie to wydaje mi się, że mistrz używa tego samego szkła, lub czasem ceramiki, do przelewania oleju, a zapachów, chociaż na razie tylko... Oh, wybacz. Tak, masz rację... Znaczy, obrażenia po starciach z demonami, ale i podczas niektórych treningów, to wcale nie jest nic dziwnego. Po prostu... Tak połączyłem, znajomy zapach, myślałem że to uzupełnienie... Więc... To demon był? - zapytał, choć jego głos, kiedyś zorientował się, że zaczynał mówić, był nieco cichszy i sztywniejszy.
dialog #7d9360
— Na szczęście w mojej profesji wystarczy wiedza, że specyfik ten bardziej szkodzi demonom niż ludziom którzy go używają. Dlaczego na całym świecie akurat ta, a nie inna roślina ma takie właściwości to już tajemnica do rozwikłania dla mądrzejszych głów. — mówiąc to ukłonił się mu lekko, wyraźnie dając do zrozumienia kogo ma na myśli. — Nic się nie stało, po prawdzie też często zdarza mi się zamyślić. — powiedział podnosząc otwarte dłonie na wysokość klatki piersiowej. W zachowaniu Fukuro nie widział nic, za co ten powinien przepraszać.
— No, chcą i to całkiem konkretnie. Nie dość, że zabójca to jeszcze marechi! — życie potrafiło płatać figle — Myślałem, że takie zaszczyty spadają tylko na samurajów czy innych arystokratów, ale jak widać, w czymś mi się poszczęściło. — mówił to z uśmiechem na ustach, ale ton miał cierpki, z nutą wyrzutu. Nie jemu było decydować o tym, że urodził się jako smakowity kąsek.
Kolejny wywód Fukuro umocnił go w przekonaniu, że chłopak patrzy na świat z innej perspektywy. Inaczej go odbierał, przetwarzał i opisywał. I sam do końca nie wiedział czemu, ale ujęło go to na swój sposób. Trochę jakby rozmawiał z artystą, choć do tej pory nie miał takiej okazji.
— Tak, demon. Na szczęście nie mam zatargów z nikim więcej. A przynajmniej o takich nie wiem. — nie było to najtrudniejsze starcie w jakim brał udział, ale tych ran nie udało mu się uniknąć. Były jego palącym ponagleniem, że musi być silniejszy. — Z moją przypadłością korzystam z wisterii z wielką chęcią w każdej formie. Perfumy maskują mój zapach, olej zwiększa szanse, że wyjdę ze starcia zwycięsko. Jestem wam bardzo wdzięczny za każdą uwarzoną kroplę. — skłonił się raz jeszcze. Uwarzoną... Tak się chyba mówi, nie? — Jeśli można... Jak wy to w ogóle... Wyciągacie z kwiatka? — zapytał z nadzieją, że nie obrazi Fukuro swoją ignorancją.
- Propaganda Demonów:
Autor: Suiren
- To... Em... To nie... Tak... - spróbował zaprzeczyć, nie chcąc nawet myśleć o przypisywaniu sobie tytułu mądrzejszej głowy - bo w końcu prędzej należało określić w ten sposób zielarzy, od których miał sposobność się uczyć. On sam, minimum które mógł zrobić, to przykładać się do tych nauk, tym bardziej jako członek korpusu.
Uśmiechnął się jednak w końcu niepewnie, nieco zestresowany, nie będąc do końca świadomy tego jak dokładnie powinien się zachować. Choć z pewnością kolejne słowa i uśmiech Kireia, pomogły mu nieco uspokoić się wewnętrznie. W końcu nie musiał zaprzeczać wszystkiemu natychmiastowo, naprostowywać że jego wiedza wciąż była mniejsza niż by chciał - w końcu to cały czas był proces, długi i żmudny, aby poznać właściwości roślin i tego jak je wykorzystywać.
- Marechi? Ah, tak... To naprawdę - niefortunne chciał zakończyć, powstrzymując się w ostatniej chwili, kiedy dostrzegł, że jego towarzysz ma inne spojrzenie na tę kwestię. Choć czy na pewno? Uśmiech mówił jedno, ton wskazywał na drugie. - Szczęśliwe, że możesz bronić się przed nimi. I korzystać z pomocy, choćby w postaci perfum z wisterii. Jestem pewny, że świadomość jak oddziałuje się na demony może przynieść również pozytywy. Łatwiej się obronić, mając świadomość sytuacji - przyznał ostrożnie i powoli, jakby stąpał po gruncie którego nie był do końca pewny - bo rozmowy z ludźmi nigdy nie były jego mocną stroną. Gdyby mógł nie odzywać się, nie uczestniczyć w lekkich konwersacjach, z pewnością chętnie by to uczynił. Ale będąc w społeczności, nawet tak nietypowej jaką był korpus zabójców, nie mógł do końca tak postąpić.
Choć z pewnością Bardziej rozluźnił się na kolejne pytanie o to, w jaki dokładnie sposób pozyskiwane były oleje i perfumy.
- Przede wszystkim z ogromnej ilości kwiatów. Naprawdę! Ilości są ogromne... Perfumy jest również pozyskać ciężej niż olej, bo na rzecz oleju w proces pozyskiwania, ucierania wszystkiego, wchodzi w skład znacznie większa część rośliny. Głównie nasiona oczywiście, choć te wisterii wciąż nie są tak duże i łatwe do obrobienia... Choć z pewnością pozyskiwanie samego zapachu jest znacznie trudniejsze i żmudniejsze. Gotowanie, odczekiwanie aż esencja powoli skropli się, rafinacja. Z wielu płatków kwiatu uzyskuje się niewiele perfum, ale i z wielu nasion, niewiele oleju... Chociaż wciąż jeszcze nie miałem okazji pracować przy tym procesie bezpośrednio. Wyrób oleju, ale o wyrób perfum nie jest łatwym procesem. Wciąż, obie te formy, zachowują wiele właściwości kwiatów, jednocześnie tracąc inne. Skondensowane działanie uzyskujemy na rzecz zbierania kwiatów... Ale to też jest trudna decyzja. Czasem lepiej pozostawić je kwitnące, aby mogły ochraniać teren - ale czasem są potrzebne do walki, aby ci którzy potrafili walczyć, mieli przewagę w starciu z demonami... - wyjaśniał nieco chaotycznie, nie będąc pewnym na czym powinien skupić się w pierwszej kolejności - tym bardziej w momencie, w którym w jego głowie pojawiały się powoli myśli o pułapkach, do których można by było wabić demony. Jeśli zapach samego marechi działał w ten, a nie inny sposób - czy nie można było uchwycić zapachu, aby przygotować zasadzkę? Wabić demony w miejsce, w których traciłyby przewagę. Niebezpieczne i ryzykowne - przecież wiedział, że takie by to mogło być. Tym bardziej, że jego własne umiejętności walki nie były zbyt duże. Ryzykowną częścią samej walki musieliby się zajść inni - to w ich ocenie podlegałaby ocena ryzyka i liczenia zysków.
- Właściwie to esencję zapachu można wyciągać z wielu roślin... I nie tylko roślin. Proces samego gotowania, zbierania esencji która się wygotowuje, perfumy można również przygotować... - zawahał się uświadamiając sobie, jak dziwnie mogłoby to zabrzmieć, wymówione na głos.
Perfumy z krwi.
Odchrząknął nerwowo. - Znaczy się... To nie tak, że... Czasem jeśli potrzeba byłaby wywabienia demona z miejsca ukrycia, oczywiście bezpieczniej jest nie używać do tego żywego człowieka, ale jakby... Tylko samego zapachu... - mówił, jakby zaczynając tłumaczyć się bardziej przed samym sobą z myśli, które go nawiedziły.
dialog #7d9360
Nie możesz odpowiadać w tematach